Masz już potrzebne materiały do nauki, pora rozpocząć zwiad…

Właściwie, zwiad już trwa! Każda rozmowa o wykładowcach przy piwie, każdy wykład – przynosi wiele cennych informacji, które mogą ,,ocalić Twój tyłek” podczas egzaminu. Niestety na wiele z nich nie zwracasz uwagi, bo TERAZ wydają się mało ważne lub oczywiste. Jednak, gdy nadejdzie ,,GODZINA ZERO” – okażą się na wagę złota.

Oto lista tych najważniejszych! Koniecznie zwracaj na nie uwagę. Notować również nie zaszkodzi.

1) Jakie dziwne zwyczaje ma Twój egzaminator?

Dziwne zwyczaje egzaminatora

Niemal każdy student spotkał się z opowieścią o wykładowcy, który miał jakieś dziwactwo. Najbardziej utkwiła mi w pamięci historia, opowiedziana przez znajomą. Studiowała historię sztuki i przed jednym z egzaminów ustnych złamała rękę. Jak się okazało, to złamana ręka ocaliła ją podczas egzaminu. Oto jak było:

Do sali wchodziły po trzy osoby, siadały na przygotowanych krzesełkach. Każdy dostawała po trzy pytania. Gosia weszła do sali z dwiema koleżankami. Wszystkie miały torebki. Koleżanki trzymały je na kolanach, przed sobą. Gosia miała założony wielgachny gips i było jej niewygodnie, dlatego powiesiła torebkę na oparciu krzesełka. Nagle egzaminator huknął: ,,Siedzicie jak jakieś pańcie, co przyszły na herbatkę! Miętolicie te torby, od razu widać, że nic nie wiecie!” I wywalił je z sali… Gosi powiedział: ,,Pani zostaje.” Zadał jej trzy pytania, postawił 4 i tyle. Oczywiście, wszystkie wchodzące po nich studentki wiedziały już, że torebkę najlepiej zostawić komuś przed salą. To była informacja na wagę złota.

Oczywiście takie sytuacje najlepiej zgłaszać, komu trzeba, ale jaki jest tego skutek – pewnie wiesz.

Dziwactwa wykładowców nie zawsze muszą być spektakularne, ale warto mieć je na uwadze. O niektórych powstają wręcz legendy. Nie zawsze są prawdziwe, jednak ,,przezorny zawsze ubezpieczony”.

2) Jakie pytania były w zeszłych latach?

Kto już ma przynajmniej jedną sesję za sobą, ten wie, że nie postarać się o pytania z zeszłych lat – to po prostu … głupota.

Studenci pierwszego roku pytają mnie czasem:

Ale po co mam sobie zawracać głowę? Przecież pytania mają być zupełnie inne!

Po pierwsze, niektórzy tylko mówią, że pytania będą inne. Jedni robią to, żeby zniechęcić do szukania. Inni co roku postanawiają sobie, że ułożą nowe zadania, a potem im się nie chce i biorą znowu te same. Jeszcze inni znowu próbują zapobiec wyciekowi pytań, stosując czasem bardzo dziwne środki. Ci ostatni nie doceniają pamięci studentów! Grupa jest wstanie odtworzyć wspólnymi siłami nawet test zamknięty… I to co do słowa :-)

Nawet jeśli pytania będą inne – poznasz jakiego są typu (więcej w kolejnym punkcie). A nawet, jakiego typu odpowiedzi testów zamkniętych są najbardziej prawdopodobne (przeczytasz o tym dokładniej w 8 punkcie).

Jeden z wykładowców sam zaproponował nam, żebyśmy poszukali pytań z poprzednich lat, bo będą te same! Nie chciało mu się układać zagadnień. Znaleźliśmy około 100 pytań! Grup na egzaminie było co najmniej 5 i każda miała inne zadania, ale były dokładnie takie, jakie zdobyliśmy. Nadal mam w domu zeszyty z tymi pytaniami i odpowiedziami. Takie zeszyciki nazywa się czasem ,,manualami testowymi „.

3) Jakiego typu będą pytania?

Nawet jeżeli nie udało się zdobyć pytań z poprzednich lat, albo na 100% wiesz, że będą inne niż ostatnio – już sam ,,typ pytań” będzie wielką pomocą.

Inaczej będziesz przygotowywać się do testu zamkniętego, a inaczej do pytań ogólnych. Dobrze wiedzieć, czy będzie trzeba podawać szczegóły, czy raczej będą to tak zwane ,,pytania na myślenie”. O co najczęściej pyta wykładowca? Jakiego typu zadań jest najwięcej? Czy częściej pojawiają się pytania typu opisz (na zrozumienie), czy wymień (na wykucie)?

Zdarzyło mi się pisać egzamin, do którego pytania układało aż trzech wykładowców – prowadząca wykłady, nasz ćwiczeniowiec i pani prowadząca ćwiczenia z drugą grupą. Tej trzeciej nie znałam zupełnie. Pozostałe dwie osoby zdążyłam rozpracować i wiedziałam, jak dobrze nauczyć się ,,pod nich”. Jednak druga grupa miała już z ową panią kolokwium, dlatego wystarczyło zapytać znajomych o wrażenia i typ pytań, jakie się pojawiły. Koleżanka powiedziała mi wtedy: ,,Jeżeli czytasz jakiś temat i wyobrazisz sobie najbardziej chamskie pytanie, jakie można do niego zadać – możesz być pewna, że ona je zada”. Tak właśnie zrobiłam! Czytając literaturę, do każdego tematu wymyślałam i zapisywałam właśnie takie ,,haki”. Stworzyłam nawet ,,Listę chamskich pytań” z odpowiedziami. Wszyscy strasznie się śmiali, szczególnie z jednego pytania i stwierdzili, że aż takich szczegółów nie będzie. Wyobrażasz sobie, jak omal nie parsknęłam śmiechem podczas egzaminu, widząc właśnie to pytanie. Wszyscy, którzy czytali moją listę, znali odpowiedź, bo zapamiętali ją niczym dobry żart :-)

4) Jak napisał/powiedział by to Twój egzaminator?

Miły profesor na tle tablicyTo właśnie sztuczka, która wiele razy ratowała mnie z opresji! Zwykle musiałam ją zastosować u nielubianych wykładowców. Oto jedna z takich sytuacji:

Na czwartym roku trafiłam, chcąc nie chcąc, na konwersatorium z wykładowczynią, która nie przypadła mi do gustu. Aby zaliczyć te ćwiczenia, trzeba było napisać dwa kolokwia – jedno ,,małe” i jedno ,,duże”. Z obu ocen miała być wyciągnięta średnia, choć ,,duże” miało być ,,ważniejsze” (taka ,,niby średnia” z tego wyszła). No i po pierwszym kolokwium… wpadka. Moja trója należała do najlepszych ocen, ale powiedzmy sobie szczerze, nie pamiętałam już, kiedy ostatnio dostałam tak słabą ocenę. Co więcej – nie miałam pojęcia, dlaczego zdobyłam tak mało punktów. Byłam pewna moich odpowiedzi i drugi raz napisałabym wszystko tak samo. A jednak… Co zrobiłam, żeby nie powtórzyć wpadki na ,,dużym” kolokwium?

Zdobyłam się na odwagę i poszłam na konsultacje. Wykładowczyni nie była tym zachwycona, ale trudno. Powiedziałam jej, że bardzo mi zależy, by lepiej się przygotować na kolejne kolokwium. Niechętnie, ale wyszukała moją pracę. I co się okazało? Sama nie bardzo wiedziała, dlaczego uznała moje odpowiedzi za błędne lub niedokładne. Zamiast się wykłócać o lepszą ocenę, zapytałam, jak powinny brzmieć dobre odpowiedzi. Coś już zaczynałam podejrzewać… Okazało się, że owa pani powiedziała w zasadzie to samo, tylko innymi słowami. Wtedy zyskałam pewność, co muszę zrobić!

Uczyłam się tak jak poprzednio, ale w czasie zajęć zapisywałam sobie, jakimi słowami określa coś wykładowczyni. Chciałam nauczyć się jej stylu wypowiedzi. Na kolokwium pisałam nie tak, jak ja bym odpowiedziała, ale tak jak ona by to powiedziała, gdyby zadać jej odpowiednie pytanie.

I tym razem miałam maksimum punktów. Na koniec wyszło mi 4+, dzięki czemu nie popsułam sobie średniej :-)

Dlaczego warto stosować tej sztuczki właśnie u nielubianych wykładowców? Myślę, że można to łatwo wyjaśnić. Kiedy podoba nam się styl prowadzenia wykładu, nawet styl autora książki – bezwiednie nasiąkamy jego językiem. Sam nie wiesz kiedy, zaczynasz mówić i pisać podobnie. Ale kiedy kogoś nie lubisz, nawet to jakiego języka używa cię odpycha i nie chcesz mówić lub pisać tak samo. Dlatego lepiej świadomie posłużyć się takim stylem jednorazowo – dla dobrej oceny lub ,,ratowania tyłka”.

Kiedy egzaminator widzi wypowiedź taką, jakiej sam by udzielił – myśli: ,,Bardzo dobrze! Sam napisał bym tak samo!”.

Jest to też świetny sposób na egzaminatorów SKANUJĄCYCH, czyli takich, którym nie chce się wszystkiego czytać. Zamiast tego skanują odpowiedzi, szukając odpowiednich haseł. Znajdą je – znaczy student pisał dobrze i na temat, nie znajdą -znaczy zła odpowiedź albo lanie wody.
Jeśli wczujesz się w to, jakby na pytanie odpowiedział sam egzaminator – automatycznie użyjesz słów, których będzie szukał.

5) Jak im się to udało?

Są na uczelni tacy studenci, którzy czekający Ciebie egzamin mają już za sobą. Tak, to twoi starsi koledzy i koleżanki. Twoi sempai, jak ujął by to Japończyk. Wśród nich są ,,piątkowicze”. Im udało się to, czego ty masz właśnie zamiar dokonać (zawsze staraj się o 5, a zdanie nie będzie problemem).

Skoro im się udało, to znaczy, że mają dobre informacje, które mogą Ci pomóc. Kto wie, może nawet ocalić!

Minie się tak właśnie zdarzyło:

We wrześniu zwykle mi się nudziło, dlatego chwytałam się różnych wolontariatów i przy tej okazji poznawałam studentów psychologii ze starszych lat. Oni odbywali praktyki, ja wolontariat, a w październiku spotykaliśmy się w instytucie.

Przed jednym z egzaminów, spotkałam jedną ze starszych koleżanek. Mówię jej, jaki mam egzamin i pytam, czy pamięta, co z tego przedmiotu dostała. A ona mi na to, że ,,zupełnie przypadkiem piątkę”. Pytam ją wtedy, czemu ,,przypadkiem”? Okazało się, że przeczytała książkę, której nie było w spisie lektur obowiązkowych, a były z niej pytania. Miałam troszkę czasu przed egzaminem, więc popędziłam do czytelni. Książka szczęśliwie była wolna. Przeskanowałam ją w poszukiwaniu tego, czego nie było na wykładzie (wykłady zostały opracowane wyraźnie na jej podstawie) i poszłam na egzamin. Jeszcze przed chwilą (pisząc te słowa) sprawdziłam moją ocenę z tamtego przedmiotu – 5. Oczywiście dało się zdać i bez czytania tej książki, ale mnie było o wieeele łatwiej.

6) Czy Egzaminator sam Ci podpowie, z czego będą pytania?!

,,Cooo? Jakim cudem?” – pytasz.

Niektórych wcale nie trzeba prosić, podpuszczać, ani naciągać! I wcale nie chodzi mi o zagadnienia, ani porady by poszukać pytań z poprzednich lat. O tym pisałam na początku.

Są trzy typowe sytuacje, w których egzaminator jasno podaje pytania:

Pierwszą znasz! Po prostu w czasie zajęć mówi: ,,To będzie na egzaminie.” Stawiasz sobie wykrzyknik na marginesie i … zapominasz. A wystarczy przed egzaminem wyszukać te wykrzykniki i część pytań masz już pewnych.

Druga sytuacja to zajęcia powtórkowe. Nie każdy wykładowca się na nie decyduje, ale jeśli ma takią powtórkę w planach – nie przegap okazji! Powtarzane tematy mają największą szansę na pojawienie się na egzaminie.

Jednym z moich pierwszych egzaminów był egzamin z filozofii. Nasz wykładowca zapowiedział, że na ostatnim wykładzie zrobimy właśnie taką powtórkę. Wyobraź sobie tylko – na te zajęcia przyszło nie więcej niż 10% roku! Aula była prawie pusta! Stłoczyliśmy się w dwóch pierwszych rzędach po środku. Wykładowca zadawał pytanie, czekał na nasze odpowiedzi. Wyjaśniał. A gdy nikt nie wiedział – sam podawał poprawną odpowiedź. Ten kto notował pytania i odpowiedzi – na egzaminie uśmiechał się szeroko. To były te same pytania :-) Ci, których nie interesowała powtórka, pewnie potem żałowali. A pierwszą sesję oblało 60% roku. Tak, jak nam przepowiadano.

Do trzeciej sytuacji musisz doprowadzić sam. Wybierz się na konsultacje i zapytaj! Jak najlepiej się przygotować? Czemu poświęcić najwięcej uwagi? Często wykładowca tak się cieszy, widząc jak poważnie traktujesz jego przedmiot, że udziela bardzo dokładnych informacji. Czasem wprost mówi, o co, mniej więcej, będą pytania! Boisz się? Namów do takiej wyprawy kogoś odważniejszego ;-) Korzystałam z obu sposobów i zauważyłam, że jeśli poszłam sama – egzaminator często mnie pamiętał i był przychylniej nastawiony (co bardzo się przydaje na ustnym).

7) Czy masz szansę na pytanie – PEWNIAK?

Niektórzy wykładowcy, szczególnie na kierunkach humanistycznych, zamieniają jedno pytanie na opowiedzenie (lub napisanie) o przeczytanej lekturze np. dodatkowej. Wtedy jedno, tak na prawdę, masz już z głowy.

A może któryś z wykładowców da się na to namówić? Warto spróbować! Szczególnie, gdy czeka cię ustny. Wiadomo, jak to jest z losowaniem pytań… Dobrze znać jedno z trzech! To już 1/3 sukcesu ;-)

8) Jaka odpowiedź może być prawdziwa?

Jeśli szykujesz się do testu zamkniętego i masz pytania z ubiegłych lat – przeprowadź następującą sztuczkę:

Przyjrzyj się, które odpowiedzi są poprawne i zobacz, czym się wyróżniają.

Zdarzają się wykładowcy, którym nie chce się zmyślać. Wtedy poprawna odpowiedź jest dłuższa i wyczerpująca, a błędne – krótkie i lakoniczne.

Są też miłośnicy twórczości własnej. Na prawdę dobrze bawią się, zmyślając te niestworzone brednie, dlatego poprawną odpowiedź poznasz, bo jest krótsza i zwięzła, bez ogólników.

A może egzaminator lubi odpowiedzi typu ,,wszystkie są poprawne”. Albo uparł się na jedną z liter i od trzech lat częściej dobre są odpowiedzi ,,b”?

Taka wiedza uratuje cię, gdy nie nie masz bladego pojęcia, jaka jest poprawna odpowiedź. Zamiast strzelać w ciemno, lepiej strzelać tam, gdzie większe prawdopodobieństwo trafienia.

9) Co lubi, a czego nie toleruje egzaminator?

Kto wyleciał z ustnego za brak ,,Dzień dobry” – ręka w górę?

Nikt? Bardzo dobrze – wszyscy zdali :-)

Są pewne zasady uniwersalne. Wspomniane ,,Dzień dobry” chociażby. Jeśli słyszałeś historyjkę o tym, jak w odpowiedzi na przywitanie student usłyszał: ,,Podlizujemy się, co?” – możesz zaliczyć ją do kategorii ,,dziwactwa” (patrz punkt pierwszy).

Poza zasadami uniwersalnymi, niemal każdy egzaminator ma własne i czasem nawet o nich wspomina. Nawet jeśli nic na ten temat nie powie, w czasie ćwiczeń lub wykładów, możesz spokojnie zorientować się jakie wypowiedzi i zachowania pochwala, a za jakie można zostać zgromionym wzrokiem lub, co gorsza, znaleźć się za drzwiami.

Niby nie potrzeba Einsteina, by wiedzieć, że podczas egzaminu staramy się zachowywać i wypowiadać (ustnie lub pisemnie), tak by spotkało się to z uznaniem szanownego egzaminatora. I nie trzeba nikomu powtarzać, by absolutnie nie robić tego, czego szanowny egzaminator nie toleruje…

A jednak…

Często słyszę o takich ,,wypadkach”. Oto najśmieszniejszy, o jakim słyszałam:

Moja mama jest wykładowcą od ponad trzydziestu lat. Kiedy była jeszcze młodszym asystentem, studenci zapytali ją przed egzaminem, czego nie toleruje. Bez wahania odpowiedziała – ,,Oczywiście ściągania”. Wiadomo przecież – ściągać nie wolno. Ale w czasie egzaminu zauważyła kilku oszustów. Zanotowała ich nazwiska.

Jednak nie mogła uwierzyć swoim oczom, gdy zobaczyła w ostatniej ławce, dziewczynę z wielgachnym, zielonym podręcznikiem psychologii na kolanach! Czy czegoś takiego można nie zauważyć!? Ale nic… Stanęła nad nieboraczką i czeka, aż się dziewczę zorientuje. A ta nic! Pisze i ściąga, ściąga i pisze. I nagle BUM! Książka zsunęła się jej z kolan i grzmotnęła o podłogę! Wszyscy na nią spojrzeli i dopiero wtedy zauważyła, że ktoś nad nią stoi. No i wyszło czerwone, jak burak, dziewczę z sali i wróciło na poprawkę. A wraz z nią reszta ściągających…

Dlaczego takie historie się zdarzają wciąż i wciąż? Otóż dlatego, między innymi, że to takie oczywiste. Nie wolno ściągać, ale tak nam zależy na wyniku, że posuwamy się do tego, co niedozwolone. Wiemy, jak się zachować, ale w stresie jakoś łatwo zapominamy o podstawach. O tym ,,dzień dobry” na przykład… Zastanów się przez chwilę:

Czy teraz jesteś pewien, że zawsze, gdy wchodziłeś na ustny egzamin, powiedziałeś wyraźnie ,,Dzień dobry”?

No właśnie… Może jednak nie zawsze…

Jeśli przestaniesz traktować informacje o tym, co lubi, a czego nie toleruje egzaminator (i zwykłe zasady dobrego wychowania) za oczywistość… A zamiast tego, podejdziesz do sprawy poważnie – wszystko pójdzie dobrze.

Proste, a może ocalić Ci skórę.

No dobrze…

Materiały są. Zwiad trwa.

Za tydzień przygotujemy KWATERĘ GŁÓWNĄ, czyli miejsce nauki. Pomoże Ci w tym artykuł ,,8 błędów, które niweczą Twój wysiłek umysłowy!”.

Do przeczytania :-)

Komentarze

komentarzy